niedziela, 30 grudnia 2012

Décimo

***
-Nie wierzę, że myśleliście, że to moje dziecko.
-Po prostu jest do ciebie podobna.
-Dobra, dobra... Gdzie chcecie iść? - pewnie myśleli że to dziecko moje i Harry'ego.
-Najlepsze miejsce, jakie znasz.
Dobrze wiem, że dla nich to całkiem co innego oznacza, więc zabrałam ich do jednej z najbardziej ekskluzywnych miejsc. Nie znoszę się tam pokazywać, traktują mnie jak slumsy. Ale czego nie robi się dlcia przyjaciół. Może nikt mnie nie zauważy. Odzywałam się tylko,  gdy mnie o coś pytali.
-Sunny, a co ty taka cicha?
-Powiedzmy, że nie czuję się za dobrze. Poza tym muszę lecieć do pracy.
-Idź. Damy sobie radę.
Zniknęłam jak szybko potrafiłam. Ich obecność przypominała mi o nim. Jak to zmienić?
***
-To niemożliwe. Nie mogłem tego zrobić. Nie jestem taki. Co ci odpierdala, Styles? To tylko przyjaciel, nikt więcej. Skoro tak, to czemu się z nim pieprzyłem?!
Stałem pod prysznicem i gadałem do siebie niemal bezgłośnie, żeby Nick nie słyszał. Nie mogłem w to uwierzyć. Może to był tylko mocno pojebany sen? Chciałem się obudzić. Biłem się, szczypałem, nawet lodowaty prysznic nie pomógł. Czyli jednak to nie sen, kurwa! Nadal się łudzę, że to wszystko to jeden wielki sen i zaraz się obudzę, a obok mnie będzie leżała uśmiechnięta Marisa... Kurwa, Styles, ogarnij się! Jej już nie ma! Odeszła! Minęło tyle czasu, a ja nadal mam nadzieję. No cóż, nadzieja matką głupich, a ja jestem kompletnym debilem, więc wszystko się zgadza, co nie?
Wróćmy do teraźniejszości.. Co z Nickiem? Przecież nie powiem mu 'Sory, ale nie jestem pedałem. Zapomnij, ok?' Sam się w to wpakowałem, ale jak wyjść?
Ledwo wyszedłem, a on już się do mnie dobrał. On, ale w końcu to ja penetrowałem jego usta, każdy milimetr. Miałem go nie ranić, ale coś mnie ciągnęło. Bynajmniej powstrzymałem się przed czymś więcej, jak na razie. Gdyby któryś z nas był Zaynem to już by się darł, że fryzura zniszczona. Jezu, jaki jestem popierdolony, skoro o tym myślę akurat teraz.
-Nie mówmy nikomu na razie, ok? - wyszeptałem pomiędzy pocałunkami
-Zrobimy to, gdy będziesz gotowy, kochanie.
Uderzenie w brzuch. KOCHANIE?! Czy ja już głuchnę?! Nie wiem, ale stałem jak kamień.
***
-Co?! - momentalnie chciałam zwymiotować
-No proszę. Potrzebuję wsparcia, wszyscy potrzebujemy. - namawiał mnie Zayn - Poza tym zawsze marzyłaś o czerwonym dywanie. W Los Angeles. I potem after party... - mógł tak wymieniać w nieskończoność
-Ale nie mam odpowiedniego stroju.
-Masz. Sama wybierałaś.
-Czyli wszystko ustalone...
Ci zaczęli się cieszyć jak głupi i rzucać mnie z rąk to rąk. Aż w końcu wszyscy wylądowali na podłodze. Norma. Jak kiedyś.....

___________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak rzadko piszę, ale urwanie głowy. Nawet w święta. Na przeprosiny mam w planach coś ekstra..... :)

sobota, 1 grudnia 2012

Nono

Znowu słońce mnie obudziło. Przyzwyczaiłem się do szumu w głowie. Chciałem wstać i z tym był mały problem. Czyjaś głowa spoczywała na moim ramieniu,a ręka obejmowała. Już się zastanawiałem, który to raz dam kosza jakiejś pannie. I tu kolejny szok. To nie była dziewczyna. Tą osobą był Nick.
***
Siedziałam w pokoju, kołysząc małą Emmę. Małą już prawie zasnęła, gdy Mike wbiegł do środka. W ostatniej chwili powstrzymał się od krzyku.
-Sunny, chodź na zewnątrz. To może cie zaciekawić.
Położyłam Em i wyszłam z nim na ulicę. Rzeczywiście było ciekawie. Głos uwiązł mi w gardle. Kilka razy zamrugałam, jakbym miała przewidzenia. Jednak nie. Na ulicy stał Jason z chłopakami celując w Zayn'a i resztę! Po chwili ułożyłam sobie wszystko w głowie i stanęłam pomiędzy nimi.
-Co ty robisz, do cholery?!
-Skrzywdzili cię! A teraz tu przychodzą!
-To przyjaciele, debilu! Ochłoń.
Po chwili opuścił broń, a ja przytuliłam każdego po kolei. Weszliśmy do środka, a oni od razu rozwalili się na kanapie.
-Jak mnie znaleźliście?
-Tyle czasu cię nie widzieliśmy, a ty wyjeżdżasz z czymś takim?!
-Lou, idioto, ciszej, bo...
Nie skończyłam, bo usłyszałam płacz w pokoju obok. Skarciłam chłopaka wzrokiem i pobiegłam po małą. Nie do końca przemyślałam sprawę, wchodząc do pokoju z dzieckiem na rękach. Każdy po prostu przeszywał mnie wzrokiem.
-Możesz nam to wytłumaczyć?!
***
Nick zaczął się już budzić. Żeby nie było, że gapiłem się na niego przez ten czas, szybko zamknąłem oczy i udawałem, że śpię. Po chwili poczułem, że moje usta zostają zmiażdżone. Nie powiem, spodobało mi się. Uśmiechnąłem się i pogłębiłem pocałunek. Teraz to ja leżałem na nim. Cholernie mi się podobało, o czym świadczył fakt, że moje bokserki robiły się przyciasne. 'Zajebiście, Harry Styles pedałem.'


___________________________________________________________________________________
Wiem, krótki, ale mam urwanie głowy. Dosłownie. Nie wyrabiam.

niedziela, 11 listopada 2012

Oitavo

***
Obudziłem się z lekkim bólem głowy. Ostatnio mało piłem, a moja głowa nie była już tak wytrzymała jak kiedyś. Normalnie czekałbym, aż samo przejdzie, ale zjawił się Ed.
-Harry, znowu?
-Od czasu do czasu trzeba. I wypiłem mało.
-Mam to gdzieś. Zbieraj się. Za chwile lecimy do LA, a Nich już czeka na nas.
Na szczęście byłem już spakowany. Wystarczyło tylko doprowadzić się do ładu.
Parę godzin później byliśmy w salonie tatuażu. Ed miał już przygotowany szablon, a ja postanowiłem wykorzystać okazję i przyozdobić swoje ciało.
***
-Sunny, tego się nie spodziewałam.
Razem z Veronicą i innymi dziewczynami siedziałyśmy w pralni wśród stert prania. Został poruszony temat ostatniej imprezy.
-Czego?- nie wiedziałam o co jej chodzi, szczerze.
-Widać, że Jasona ciągnie do ciebie. Ale ty zainteresowana się nie wydawałaś.
-Bo nie jestem. I do niczego nie doszło.
-Ale było blisko. - wtrąciła się Ash.
-Skoro cię nie kręci, to czemu mu tego nie powiesz?
-Wiesz, że jest mi bliski, ale nigdy nie myślałam o nim w ten sposób. Trzeba mu dać szansę.
-Tylko tego nie żałuj.
Przytuliłam ją i dałam całusa w policzek. Wzięłyśmy rzeczy i ruszyłyśmy do góry. W recepcji Jason i Mike kończyli pakować walizki. Było jeszcze miejsce, więc postanowiłam skorzystać. Usiadłam na walizce, noga na nogę.
-Dokąd zawieźć?
-Na dwudzieste trzecie.
-My też.
Znikaliśmy w windzie, gdy poczułam na sobie przeszywający wzrok szefa, który na chwilę oderwał się od klientów. Na szczęście nie zdążył się odezwać.
Parę chwil później otwierałam drzwi do najdroższego apartamentu na wybrzeżu. Bez względu na to, ile razy tu byłam, moje oczy z przyjemnością chłonęły ten widok. Zachwycona widokiem, mogłam tam spędzić cały dzień, albo i więcej. Z marzeń wyrwały mnie krzyki.
-Sunshine, chodź do nas!
-Odbiło wam? My tu pracujemy.
Ściągnęłam ich z łóżka w ostatniej chwili. Usłyszeliśmy kroki na korytarzu. Wszyscy się ulotnili, zostałam tylko ja. W tym czasie musiałam wszystko do końca ułożyć. W drzwiach minęłam się z Paul'em. Serce biło mi jak oszalałe.
-Wszystko gotowe?
-Tak. Będe jeszcze potrzebna?
-Nie.
Odetchnęłam z ulgą. Nie rozpoznał mnie. Oby tak dalej.
***
Igła dotknęła mojego nagiego ciała. Przygryzłem wargę, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Dawno nie znajdowałem się tutaj, a teraz czuję jak po moim policzku mimowolnie spływa łza. Szybko ją wytarłem, ale nadal za wolno. Nick zdążył się zorientować i zaraz był przy mnie. Splotliśmy nasze dłonie, a chłopak dodawał mi otuchy. Mógłbym przysiąc że ból minął.
Tatuaże zrobione, a my udaliśmy się do klubu. Straciłem kontrolę.

niedziela, 28 października 2012

Sétimo

Szybko się zaklimatyzowałam tutaj. Spokojnie mogłam nazwać to miejsce domem. Panowała tutaj wzajemna akceptacja i wsparcie. Na początku byłam traktowana jak małe dziecko. Nie znałam obowiązujących tu zasad. Z czasem robiło się łatwiej. Podniosłam się i żyłam jak dawniej. Pracowałam w najlepszym hotelu w Rio. Byłam barmanką, kelnerką, a czasami zastępowałam dziewczyny w pracy. Dostawałam duże napiwki, ze względu na wygląd i zachowanie. Co jak co, ale zgrabna sylwetka, piękna twarz i uśmiech wiele dawały. Czasu wolnego dużo nie było, a jak był, to spędzaliśmy go na plaży, w klubie. Przy tej drugiej opcji wolałam zostać w domu, albo dodatkowe godziny w pracy, gdzie Mark, ochroniarz, pozwalał mi skorzystać z internetu. To były te chwile, gdzie mogłam porozmawiać z przyjaciółmi. Krótko, ale zawsze. Tęskniłam za nimi, ale dawałam sobie radę. Ostatnio powiedzieli mi, że mam się bawić. Tak zrobiłam. Poszliśmy na imprezę na plaży. Dla moich znajomych oznaczało to zarobek. Nie podobał mi się pomysł sprzedawania dragów, choć chcieli mnie w to wkręcić. Nie uznawałam tego, a pieniędzy się brzydziłam. Oni to zrozumieli po jakimś czasie.
Siedziałam z Veronicą przy barze, piłyśmy drinki, robione tylko dla nas. Gdy byłyśmy zajęte rozmową z barmanem(a raczej flirtem), zmieniono piosenkę. Jej rytm spowodował, że myślałyśmy o jednym.
-Pokażmy im, jak to się robi.
Veronica zeskoczyła ze stołka i pociągnęła mnie na środek. Ludzie rozeszli się na boki przy pomocy tutejszych. Taniec mieliśmy we krwi, ludzie patrzyli na to z zachwytem. Zainteresowanie nami szybko minęło, bo inni na plaży zaczęli się bawić ogniem. Dla nas to było normalne, ale tylko dla nas. Reszta patrzyła na to, jakby to byli kosmici. Korzystając z okazji zniknęłam gdzieś w głębi plaży, w mojej jaskini. Przychodziłam tam, gdy miałam taką ochotę. Ognisko było już uszykowane, wystarczyło je podpalić. Jak na złość moja zapalniczka nie działała. Pozostało albo do nich wrócić, albo siedzieć w ciemnościach. Znacie odpowiedź. Wsunęłam stopy w nadal gorący piasek. Lubiłam to uczucie. Wpatrywałam się w piasek, po którym rysowałam jakieś wzorki, Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Niewiele myśląc, wyłączyłam się. Dosłownie zagłuszyłam myśli. Z tego stanu otępienia wyrwał mnie widok płomieni. Przede mną kucał Jason i bawił się ogniem na dłoni. Zawsze tak robił, bo to lubiłam. Przyprawiało mnie to o uśmiech. Za chwilę ogień znalazł się w ognisku.
-Sunshine, czemu uciekłaś?- tutaj też mnie tak nazywali. To chyba zostanie do końca.
-Nie uciekłam. Gdyby tak było, nie znalazłbyś mnie.
-Więc po co tu przyszłaś?
-Bez powodu.
-Zmieniłaś się. Na początku byłaś taka płochliwa, a teraz jesteś prawdziwą brazylijką, za którą ogląda się każdy. Ale nadal masz w sobie coś z dziecka... Nasza młoda nadal się boi!
Jason zaczął mnie przedrzeźniać. Chciałam, żeby się zamknął, więc lekko go uderzyłam. Udał złego, złapał mnie w pasie i zaczęliśmy się turlać i dotarliśmy do wody. Fale zaczęły mnie dosięgać, gdy się zatrzymaliśmy, Znajdowałam się pod nim. Średnio mi to pasowało, bo nic do niego nie czułam, ale raz się żyje. Trzeba dać każdemu szansę. Na szczęście przerwali nam.
-Czy my o czymś nie wiemy?
-Jason, wiemy że jesteś chętny, ale nie tutaj. Biedna Sunny.
-Daj spokój. Tobie się wszystko kojarzy.
Wstaliśmy i przez resztę wieczoru opróżnialiśmy kolejne butelki alkoholu, wygłupiając się na plaży.

niedziela, 14 października 2012

Sexto

Następny dzień. Ostatnio byłem mało chętny do życia, bo zostałem sam jak palec. Budziłem się sam, wracałem do pustego mieszkania. Kompletny bezsens - tak nazywałem to, co się działo.
Dotarłem do studia, gdzie czekał tłum wrzeszczących fanek. Kto by się spodziewał? Klasycznie podjechałem od tyłu i dostałem się do środka, gdzie czekali już na mnie wszyscy. Jak zwykle byłem spóźniony, a beze mnie nie mogą o niczym decydować. Co jak co, ale kontrakt znam. Zaczęliśmy pracować nad materiałem na płytę i ustalaliśmy szczegóły trasy po Ameryce. W większości tylko słuchałem, bo stało się to dla mnie obojętne.
Zainteresowałem się otoczeniem, gdy zadzwonił telefon Zayn'a. Wszyscy na siebie spojrzeli, a ten wyszedł na zewnątrz, żeby 'zapalić'. Ja udałem się w przeciwną stronę, pod pretekstem łazienki. Tak naprawdę poszedłem podsłuchać jego rozmowę. Obstawiałem, że będzie rozmawiać z Marisą. Głupie zachowanie z mojej strony, ale byłem w pełni świadomy i miałem powód. Ze mną nie rozmawiała, ale całej reszcie to mogła się wyżalić ze wszystkiego.
Dotarłem do miejsca, gdzie znajdował się Malik. Widziałem jak wyciąga fajki i byłem zawiedziony. Chciałem już wracać, gdy usłyszałem telefon. Dzwoniła ona, tylko do niej miał taką piosenkę. Zostałem i żałowałem, że słyszę tylko pół rozmowy.
-Sunny, jesteś już na miejscu? - często ją  tak nazywał, nadal nie wiem dlaczego.
-Tylko na siebie uważaj... On nic nie wie, zapomnij o nim... Dasz sobie radę. W końcu to twoja rodzina... Odwiedzimy cię niedługo... Będzie okazja i nikt się nie domyśli, a Perrie cały czas o tym gada... Ja ciebie też...
Już dawno straciłem do z zasięgu wzroku, ale obchodziła mnie tylko ta rozmowa. Wywnioskowałem, że jest w Brazylii. Z tym, że Brazylia jest cholernie wielka... Nie ma to jak nie wiedzieć, skąd pochodzi własna dziewczyna. Nawet była.
-Ładnie tak podsłuchiwać? - tego się nie spodziewałem
-Inaczej nic bym nie wiedział.
-A co cię to obchodzi?!  Traktowałeś tą jak dziwkę, więc odeszła! Nie masz się z kim pieprzyć, to tęsknisz za nią?! - Zayn był wściekły, jak nigdy - Jesteś kompletnym dupkiem! A nie zabiłem cię tylko dlatego, że ona by mi tego nie wybaczyła i mnie powstrzymuje!
Nie odezwałem się. Za to jego krzyki ściągnęły cały zespół. Widząc tą sytuację, Paul musiał go ode mnie odciągnąć. Wszyscy patrzyli na mnie jak on. Stałem się dla nich kompletnie nikim.
***
Rozmowa z Zayn'em podniosła mnie na duchu. Wcześniej rozmawiałam jeszcze z Perrie, a teraz szłam do domu mojej rodziny. Każdy dziwnie na mnie patrzył. Wydawało mi się, że podejrzliwie, jak na ducha kogoś, kogo śmierć widzieli albo są pewni, że już go nie ma. Chciałam wrócić, tzn. rozum mi tak podpowiadał, ale ja zawsze słuchałam serca, no prawie zawsze. Tak, czy inaczej, szłam dalej. Daleko nie zaszłam, bo ktoś mnie zatrzymał przed zrobieniem kolejnego kroku.
-Czego tu szukasz? To nie miejsce dla ciebie.
-Tutaj jest moja rodzina, więc to jest jak najbardziej miejsce dla mnie.
Gdy to mówiłam, byłam pewna swego, jak kiedyś, przed Harry'm. Nie mogli mi nic to zrobić, bo miałam tu swoje korzenie, a swoich trzeba bronić. Chłopak zniknął na chwilę, a jak wrócił, to z kimś jeszcze. Ten drugi wydawał się surowszy, ale nie patrzył na mnie podejrzliwie. Właściwie jego minę można było uznać za szczęśliwą.
-Chodź. To musiała być długa podróż.


_______________________________________________________________________________
Jest szósty rozdział. Częściej raczej nie będe dodawać, bo mam wiele zajęć. Mam nadzieję, że was nie zawiodłam.

poniedziałek, 8 października 2012

Quinto

***
Przez kolejne starałam się odzyskać równowagę, powrócić do dawnego, normalnego trybu życia. Było już lepiej, ale nadal czekało mnie wiele zmian. Nie miałam żadnego kontaktu z Harry'm, choć podobno czasem bywał w tej okolicy. Wszyscy już wiedzieli o tym, co zaszło. Wszyscy znaczyło dla mnie One Direction, Little Mix, Eleanor i Danielle. Każdy chciał mi pomóc, a ja tej pomocy niezbyt chciałam. Jedynie byłam w stanie posłuchać Perrie i Zayn'a. W szczególności Pezz. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i tak było ze mną. Ta jedna osoba spowodowała, że zostałam z niczym, sama, skazana na niego. Byłam zmuszona żyć z nim, aż Perrie się mną przejęła. Spytała, co się stało, a ja wyżaliłam się jej. Stała mi się bardzo bliska. I to ona pomogła mi się podnieść po tym upadku na samo dno.

-Jesteś brazylijką.
-Spostrzegawczość, kochana.-zażartowałam
-Chodzi mi o to, że musisz mieć jakąś rodzine.
-Wiem, o co ci chodzi.....
-Tylko jeszcze adres i możesz lecieć.
-Nie. Teraz wystarczy się tylko spakować.-wtrącił się Zayn. Nie wiem, skąd się wziął.
Rzucił na stolik plik kartek. Niepewnie po nie sięgnęłam, a Edwards zerkała mi przez ramię. Na wierzchu była kartoteka mojej rodziny. Dość 'bogata', ale nie przeraziło mnie to. Za to ją jak najbardziej.
-Sunny, może zrezygnujesz z tego pomysłu. To niezbyt bezpieczne, według mnie.
-Nie zgadzam się z tobą. Zayn?
-Średnio, ale tot twoja rodzina. I musisz pójść na przód.

Tydzień później żegnałam się z nimi na lotnisku. Nie obyło się bez łez. Nie chcieli mnie wypuścić. Twierdzili, że nie dam sobie rady. Jak to powiedział Liam:'Jakby wypuścić anioła, czystego jak śnieg, do piekła. Kompletnie za nic.' Może i to prawda, ale to moja rodzina, bez względu na wszystko.
Każdy coś mówił. Odzywali się jeden przez drugiego, a ja nawet nie byłam pewna do kogo należą poszczególne słowa.
-Ale wrócisz?
-Nie zapomnij o nas.
-Możemy cię odwiedzać?
-Tylko nie wpakuj się w żaden syf.
-Znajdź kogoś dla nas....
-I dla siebie też.
I tak było do czasu, gdy wsiadłam do samolotu. Wtedy już nie było odwrotu i miałam pewność, że dobrze postąpiłam. Nadal jestem przekonana, że to najlepsza rzecz, jaką zrobiłam w życiu.
***
Dziękowałem Bogu, że nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Ostatnią rzeczą, jakiej wtedy pragnąłem, to rozpoznania przez kogoś. Moim priorytetem było patrzenie na moich dawnych przyjaciół, którzy żegnali się z moją byłą dziewczyną. Tak, wiem - skoro ona ode mnie odeszłą, bo miałem ją w dupie, to powinienem się rozglądać za nową. Ale nie, bo coś mnie ciągnęło do tej osoby. Mój osobisty magnes. Nie umiem tego wytłumaczyć.



_________________________________________________________________________________
Proszę was, komentujcie, jeśli czytacie. Chcę wiedzieć co zmienić, albo jak sobie wyobrażacie dalszą część. Sprawi mi to wielką radość - parę słów od was.

sobota, 29 września 2012

Quarto

Drzwi się otworzyły, a ja z płaczem rzuciłam się do środka, wpadając w ramiona Zayn'a. On bez słowa przygarnął mnie do siebie i zaprowadził w głąb mieszkania. Nie pytał, co się stało, czekał aż sama zacznę.
-Zayn, co się...?-Perrie dołączyła do nas-Słonko?! Chodź do mnie.
Usiadła obok mnie i przytuliła, delikatnie kołysząc. Ona jako jedyna znała całą prawdę, bo tylko tej dwójce byłam w stanie powierzyć całe życie. Właśnie dlatego przyszłam na drugi koniec Londynu. Tylko oni mi zostali z najbliższych. Reszta odwróciła się ode mnie, za sprawą Harry'ego. W nich znalazłam wsparcie w najgorszych chwilach, jak ta.
-Ja już nie wytrzymuję.-wychlipiałam-To mnie przerasta, a jedyne co czuję, do strach i obrzydzenie do jego osoby.
-Nie musisz tam wracać. Pamiętaj. Coś wymyślimy.
Otrząsnęłam się trochę i ruszyłam do kuchni. Jak zawsze, w szafce czekały na mnie tabletki na uspokojenie i na sen. Bez nich miałam koszmary, jeśli wogóle zasnęłam i bałam się. Po nich wszystko robiło się przyjazne i nie odczuwałam tego bólu, na ciele i umyśle.
Po chwili leżałam na łóżku, otulona kołdrą, w pokoju, w którym spędzałam większość nocy. Żeby nie płakać, zamknęłam oczy i zaczęłam się wsłuchiwać w rozmowę moich przyjaciół.
-Tak nie może być.-rozpoznałam głos zatroskanej Pez
-Wiem, ale Harry'emu nie przemówisz do rozsądku. Za długo to trwa. Zrobimy tak - pojedziecie jutro po rzeczy i Marisa zostanie u nas na jakiś czas. Za twoją zgodą.
-Nie zostawimy jej. Zrobimy jak mówisz. Spójrz na nią. Od miesiąca przychodzi do nas praktycznie co noc, bo się go obawia. To już nie ta sama osoba, żadne z nich.
I wtedy odpłynęłam. Miałam przyjemny sen. Nie pamiętam go, ale musiał być piękny, bo nie był koszmarem.
***
Obudziłem się 'rano' o trzynastej. Była to wczesna pora, biorąc pod uwagę, o której wróciłem i ile alkoholu w siebie wlałem. Poszedłem do kuchni w poszukiwaniu aspiryny. Połknąłem tabletkę i poczułem się lepiej. Dobra, tak samo, ale trzeba mieć podejście. Usłyszałem jakiś ruch na górze. Tam przeżyłem lekkiego szoka. W garderobie stały popakowane kartony, a Marisa i Perrie pakowały kolejne.
-Co ty robisz, do cholery?!
-Pakuję się.-wypowiedziała te słowa ze spokojem. Ogólnie byłam spokojna.
-A powód?
Kiwnęła na Pez, a ta wyszła, mierząc mnie wzrokiem. Nie przepadałam za moją osobą, z wzajemnością. Szczególnie, gdy zabierała moją dziewczynę. Zniknęła, a ona znowu zaczęła mówić. Tym samym tonem, spokojnym i cichym. Opanowanym. To doprowadzało mnie do szału.
-Ty, Harry. Powodem jesteś ty i mam dość. Dlatego to robię.
Schyliła się po pudło, a ja wykorzystałem ten moment. Pod wpływem impulsu, chwyciłem ją za ramiona i przygwoździłem do ściany. W jej oczach malował się ból, strach i rozpacz. Starała się być silna, ale z jej oczu popłynęły pojedyncze łzy.
-Nigdzie nie idziesz! Rozumiesz?! Zostaniesz ze mną!
Uświadomiłem sobie, co robię, więc poluźniłem uścisk, ale jej nie puściłem. Ona wtedy spojrzała mi w oczy, gdzie gościł teraz u niej spokój.
-Wolę zgnić, niż zostać tu z tobą nawet minutę.-nie żartowałam, to było to, co leżało jej na sercu
Czułem się jakby ktoś mi splunął na twarz. Nie mogłem na to pozwolić, byłem zbyt dumny na coś takiego. Przycisnąłem jej drobne ciało do ściany. Marisa spięła się, dobrze wiedziała, co chcę z nią zrobić.
-Ty dziwko! Wyciągnąłem cię z gówna, w które wpakował cię twój brat! Powinnaś być wdzięczna!
Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, za to poczułem uderzenie. Oberwałem w twarz, brzuch, a następnie wylądowałem na podłodze. Poczułem krew, która spływała mi z nosa wprost do ust, pozostawiając metaliczny posmak. Sprawcą tego był Zayn. Nawet on był przeciw mnie. Chciałem się odezwać, ale wyprzedziła mnie Marisa.
-Może i wyciągnąłeś mnie z tamtego gówna, ale stałeś się dupkiem i wciągnąłeś w jeszcze gorsze. Nie chcę cię znać.
Zniknęli z domu, razem z jej rzeczami. Usłyszałem ryk samochodu, który szybko ucichnął. Zrozumiałem, że ona nie wróci, ale wtedy się z tym nie liczyłem.


środa, 19 września 2012

Terceiro

***
Gdy teraz oglądam nasz wspólne zdjęcia, filmiki i moje wpisy na twitterze, mogę stwierdzić że nasz związek był jak z bajki. Idealny, każdy nam zazdrościł tego zżycia. Zapewne zanudzam już, gadając to samo, ale tak mam. Zniszczyłem wszystko i w każdej wolnej chwili użalam się nad sobą, choć publicznie zakładam maskę szczęścia. Dalej mógłbym codziennie widzieć tą piękną, uśmiechniętą twarz, a ten uśmiech dla mnie, ale nie, bo wielki Harry Styles miał swoje zachcianki. Chciałbym pamiętać tylko tą część, gdzie byliśmy cholernie zakochani, ale nieważne, jak bardzo tego pragnę, to zawsze, gdy oderwę się od rzeczywistości, dręczą mnie koszmary. Szczególnie ten jeden dzień nie daje mi spokoju. Gdy zobaczyłem to w śnie, z boku, zrozumiałem że tak rozpocząłem lawinę nieszczęść.

Wracaliśmy z planu 'Gotta Be You'. Liam i Louis wracali do swoich dziewczyn, które już na nich czekały. Zayn lekko zdenerwowany swoją randką z Perrie. Tak, już wtedy się spotykali, ale wiedzieli o tym nieliczni. Niall, jak to Niall, zapewne myślał o Nando's. A ja? Zachowywałem się jak zawsze. No prawie. Robiłęm to co zawsze, jakieś głupoty, ale ani razu nie pomyślałem o Marisie. Nie rozmawialiśmy od mojego wyjazdu. Nigdy tak nie było. Zawsze to my najdłużej wisieliśmy na telefonie, gadając o wszystkim i o niczym. Byleby usłyszeć nawzajem swoje głosy.
W domu powitała mnie cisza. Nic więcej tam na mnie nie czekało, więc skierowałem się do studia tanecznego. W tym miejscu Marisa spędzała najwięcej czasu. I tym razem się nie pomyliłem. Już w wejściu słyszałem jedną z jej ulubionych piosenek, która dochodziła z czwartego studia. Wchodząc tam, poczułęm coś, czego jeszcze nigdy nie czułem. Zazdrość. To zazdrość kuła mnie w sercu. Ale kto by się tak nie poczuł, widząc swoją drugą połówkę z kimś innym? W objęciach kogoś, kto nie był tobą? Wiedziałem, że to jej pasja, ale widok tego tańca mnie zaniepokoił. W tangu ważna była namiętność, a tej dwójce jej nie brakowało. Moja ukochana obróciła się i mnie zauważyła. Szczęśliwa podbiegła do mnie i skoczyła. Była leciutka, więc czułem tylko ciepło bijące od jej drobnego ciała i przyspieszony oddech na mojej szyi. Złapałem ją za pośladki i podciągnąłem wyżej i bliżej do siebie. 'Niech każdy wie, że jesteś moja', pomyślałem. Postawiłem ją na ziemi.
-Zbieraj się. Później idziemy do klubu.
***
Posłusznie ruszyłam po torbę i pożegnałem się z Joshuą całusem w policzek. Harry był tego dnia jakiś inny, nigdy się nie zachowywał w miejscach publicznych. Wróciliśmy do domu, uszykowaliśmy się w szybkim tempie i poszliśmy do klubu całą paczką. Było mi trochę szkoda Niall'a, bo jako jedyny nie miał dziewczyny i szedł sam. Starałam się spędzać dużo czasu zarówno z nim, jak z loczkiem, ale ten drugi mi na to nie pozwalał. Hazza cały czas mnie do siebie przyciągał, całował i ocierał się o mnie, a jego dłonie wędrowały tam, gdzie nie powinny. Szczególnie, że nie jesteśmy tylko we dwójkę. Nie czułam się z tym zbyt komfortowo, ale mu na to pozwoliłam. W końcu to facet, czasami potrzebuje czegoś takiego. Wróciliśmy do domu, gdy Harry miał na to ochotę.  A raczej ochotę na seks. Nie obchodziło go moje zdanie na ten temat, po prostu zrobił to, na co miał ochotę.

_________________________________________________________________________________
Jest i trzeci rozdział. Chcę wiedzieć, czy mam to dalej ciągnąć, czy ktoś to będzie czytał....

sobota, 8 września 2012

Segundo

***
I teraz zaczyna się ta część - słodka, idealna... Jak z filmu. Zamieszkałam z nim. Bardzo się zżyliśmy, aż czasami rozumieliśmy się bez słów. Każdy kto nas nie znał, myślał że jesteśmy razem, bo tak się zachowywaliśmy. Brakowało nam tylko tej intymnej strefy związku, a właściwie tylko jej części. Parą zosatliśmy tylko dzięki chłopakom z zespołu. Pewnie gdyby nie oni, żadne z nas nie odważyłoby się zrobić kolejnego kroku i trwalibyśmy w tej idealnej przyjaźni. Trwałaby idealna harmonia. Mieszkałabym z nim. Ale tak naprawdę nie mam pewności, najwyraźniej to było nam pisane. Przecież to nie jest kolejna komedia romantyczna zakończoan happy endem. Jestem wdzięczna, że Drake nie wychowywał mnie na bajkach, w których każda księżniczak trafiała na swojego księcia.
Dobra, ale wróćmy do tematu. Chłopcy późno wrócili późno z próby przed programem. Wstałam i poszłam do kuchni, wiedząc że niedługo w tym domu zapanuje kompletny chaos, szczególnie gdy będą głodni. Spokojnie smażyłam naleśniki, gdy usłyszałam kroki na schodach. Po chwili ta sama osoba przytulała się do moich pleców.
-Pięknie pachnie. Pokazać ci sztuczke?
-Dajesz, mistrzu kuchni.
Zrobiłam miejsce Zayn'owi, a ten zaczął podrzucać ciasto, które spowrotem lądowało na patelni. Ja w tym czasie uszykowałam całą resztę. Usiedliśmy po przeciwnych stronach stołu i jak na zawołanie, pojawiła się cała reszta zespołu. Od razu zaczęli swoje dyskusje, a ja się im przysłuchiwałam. W pewnym momencie Malik złapał mnie za ręce i pochylił się nad stołem.
-Zabiorę cię gdzieś jutro po X Factorze. Co ty na to?
-Pewnie.
Harry gwałtownie wstał, wywracając krzesło i zniknął na górze. Zapanowała cisza, a ja rzuciłam się za nim. Jeszcze nigdy się tak nie zachował. W pokoju chłopak siedział na parapecie i wyglądał przez okno. Zajęłam miejsce naprzeciwko niego, jak zawsze to robiliśmy, gdy chcieliśmy pobyć sami albo pomyśleć.
-Dlaczego tu przyszedłeś?
-Dlaczego się zgodziłaś?
-Lubię Zayn'a. Każdemu trzeba dać szansę. Mam do tego prawo.
-To daj ją mnie.-zbliżył się do mnie-Zależy mi na tobie i nie zniosę tego, że możesz być z kimś innym niż ja.
-Udowodnij.
Pocałował mnie. Delikatnie, jakbym była z porcelany, ale z uczuciem, jakby to był nasz ostatni pocałunek, choć był pierwszym.
 
Już wcześniej pisałam, że zawsze chciał to, czego nie miał, albo nie mógł mieć. Teraz się zastanawiam, czy ze mną też tak było. Że byłam tylko jedną z jego długiej listy. Musiał mnie mieć, jak dziecko, które chce jakąś zabawkę, bo jej nie ma. Chciał mnie, bo mogłam należeć do Zayn'a. Nie wiem i nie jestem pewna, czy chcę znać prawdę. Przecież prawda boli......
 
___________________________________________________________________________________
Jakiś krótki wyszedł, wydawało mi się że jest dłuższy. A wy, jak myślicie?
+Piszecie jakieś blogi? Jak tak, to podajcie linki i zajrzę, jak będe miała czas.

piątek, 31 sierpnia 2012

Primeiro

Kiedyś było inaczej. Do tej pory pamiętam jak zaczęła się nasza znajomość..... Moja matka była brazylijką. Była..... Zmarła podczas moich narodzin....Ojca nawet nie znam, zastępował mi go mój brat, z którym zostałam. Był moim wzorem, chciałam być jak on. Aby się utrzymać, tańczyłam na ulicy. Praktycznie codziennie, w tym samym mijescu i czasie. Przez parę tygodni pewien chłopak przychodził na każdy mój występ. Tak dobrze myślicie, to był Harry. Tego dnia podążał za mną do domu, o czym nie miałam pojęcia.
-Drake, przywitaj się z młodszą siostrzyczką!-wykrzyczałam w wejściu. Skierowałam się do swojego pokoju, który mi oddał, gdy zaczęłam dorastać i cenić sobie prywatność. Sam sypiał na kanapie.
-Patrz, ile forsy. Nigdy tyle nie było...
-Marisa, siadaj i słuchaj.-wiedziałam że coś nie gra, bo nigdy się tak do mnie nie zwracał-Dziś są twoje szesnaste urodziny. Czas, żebyś się usamodzielniła. Posłuchaj uważnie. Zabierz moją torbę i wynoś się stąd.
-Czemu? Nie zostawię cię!
-Też się źle z tym czuję, ale chciałem ci zapewnić lepsze życie, niż zarabianie na ulicy. Żeby ci pomóc, sam wpakowałem się w niezły burdel.-wstał i zerknął przez okno-Już za późno. Ukryj się w szafie, jakby cię tu nie było. Bez względu na wszystko, musisz być twarda. Gdy będzie już po wszystkim, uciekaj jak najdalej od tego miejsca. Nie zaglądaj za siebie. Kocham cię, mała.
Ukrył mnie w szafie, razem z rzekomą torbą. Wtedy usłyszałam huk. Zerkałam przez małą szparkę, co się dzieje. Dwóch nieznanych mi ludzi złapało mojego brata, a trzeci wyciągnął broń. Oddał cztery strzały-w kolana, w serce i między oczy. Brzmi jak opis jakiegoś filmu, ale taka jest rzeczywistość. Zaraz po tym zniknęli, podczas gdy ja tłumiłam krzyk i łzy. Emocje szarpały mną od środka, ale nie pozwoliłam im wydostać się. Odczekałam chwilę i uciekłam. Pokonałam chęć spojrzenia na ciało, po czym ruszyłam schodami pożarowymi na dół. Mogłam jedynie spełnić ostatnią wolę Drake'a, to ostatnie co mogłam dla niego zrobić.
***
Stałem po drugiej stronie ulicy. Część mnie chciała iść i ją poznać, ale przeważyła ta droga, która kazała mi stać i czekać. Nie byłem w stanie się ruszyć. Po prostu wpatrywałem się w bydynek, wewnątrz którego zniknęła. Na chwilę pojawiło się tam paru gości. Gdy się oddalili, zauważyłem sylwetkę na schodach pożarowych. Rozpoznałem w niej Marisę. Biegła w moją stronę, czyli po prostu na drugą stronę ulicy. Chciałem, żeby zmierzała do mnie. Przyjrzałem się jej dokładniej. Wyglądała na przerażoną. Ba, była przerażona, przecież nikt spokojny nie rzuca się przez środek ruchliwej drogi. Była już prawie na chodniku, ale źle stanęła i upadła, a jej twarz wykrzywił grymas bólu. Usłyszałem pisk opon i w końcu odzyskałem władzę w nogach. Niewiele myśląc(właściwie wogóle nie myśląc)rzuciłem się w jej stronę. Wciągnąłem ją na chodnik i pomogłem wstać, ale zaraz upadła. To, co się tam wydarzyło, nie wróżyło nic dobrego. Wziąłem ją na ręce i pobiegłem jak najdalej od tego miejsca, a dokładniej zabrałem ją do szpitala.
 
Do tej pory pojawiam się w tym miejscu. Siadam na ławcę i patrzę na ten dom, ulicę i zastanawiam się, co by było, gdyby? Może, gdybym jej nie poznał, nie zraniłbym tylu ważnych dla mnie osób? Nie poszedłbym do X Factora, a One Direction by nie powstało? Może teraz szykowałbym się do jakiegoś egzaminu, a jedynym zmartwieniem byłoby, czy zdam? Może nie odczuwałbym tej pustki? Albo byłaby jeszcze większa? Z drugiej strony, gdybym się w niej nie zakochał, to mogłaby zginąc pod kołami samochodu? Jeśli tak, to wolę ten los. Może to było nam pisane? Przeznaczenie, wktóre nie wierzyłem, dopóki nie poznałem jej? Nie wiem, ale najwyraźniej ktoś tam, na górze, ma niezłą zabawę naszymi, moimi uczuciami. Uczucia.... Moje się nie zmieniły, jeśli chodzi o Marisę. Jak już, to się wzmocniły. A powinno być odwrotnie, powinny znikać z czasem. Trudno, muszę się z tym pogodzić. To jedyne wyjście, bo walkę o jej serce przegrałem już dawno....
 
 
___________________________________________________________________________________
Napisałam już dzisiaj pierwszy rozdział, bo dziś jest Dzień Blogowicza, czy jakoś tak xD. Mam nadzieję że was nie zanudziłam..... Liczę na wasze opinie i może pomożecie mi rozkręcić tego bloga, jeśli chcecie. Teraz muszę wymyślić tylko kolejny rozdział, bo musi być lepszy niż TO.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Prologue

 Jestem Harry Styles. Tak, ten sławny chłopak w loczkach z One Direction. Ludzie widzą we mnie, albo rozpieszczonego bachora, albo ideał faceta (w przypadku fanek). Ale nikt nie ma racji. Tylko jedna osoba zobaczyła we mnie kogoś, kogo sam nie dostrzegałem. Egoista. Tak, w wielkim skrócie bez wulgaryzmów, opisała mnie Marisa. Wyrzuciła wszystko, co leżało jej na sercu i zniknęła z mojego życia. Chociaż nie, to ja zniknąłem z jej życia. Sam się do tego przyczyniłem. Zakochałem się w niej, chciałem jej pomóc i wszystko zniszczyłem. Zniszczyłem to sławą, przez którą stałem się dupkiem. Już ona nie była najważniejsza, tylko ilość obserwujących na twitterze, mój wygląd, imprezy, opinia publiczna. Zmieniałem się pod ludzi, aby mnie kochali. Z nią próbowałem zrobić to samo. Teraz mam, co chciałem. Jestem sławny, mam miliony fanów, ale jestem sam. Mam pieniądze, ale one już nic nie oznaczają. Kiedyś obiecałem że będe jej kupował prezenty, zabierał w każde miejsce na świecie, spełniał jej marzenia razem z nią. Teraz pewnie je spełnia, beze mnie. Pewnie żyje pełnią życia. Ja już jestem przeszłością, my już jesteśmy przeszłością.
***
 Nazywam się Marisa Jackson. To wam nic nie mówi, przecież nie pasowałam do wielkiego Harry'ego Stylesa. Nie uśmiechało się mną chwalić. Muszę wam opowiedzieć historię od początku, ale to później. Teraz tylko najważniejsze informacje. Tak, znam Harry'ego Stylesa, ale nie tą wielką gwiazdę, o której trąbią media. Ja znam prawdziwego Hazzę, chłopaka z Holmes Chapel o pięknych marzeniach, wnętrzu. A raczej do znałam. Teraz zniknął ten chłopak o cudownych dołeczkach, który powtarzał że mnie kocha. Na jego miejscu pojawiła się narcystyczna gwiazda, pragnąca wszystkiego, szczególnie tego czego nie może mieć. Stałam się dla niego przedmiotem, właśnie tak mnie traktował. Myślałam że to chwilowe, że przestanie i przeprosi, ale nie. Zaczynałam się czuć jak dziwka. Jakbym miała mu tylko sprawiać przyjemność. Obiecywał mi różne rzeczy, za dużo, żeby wymieniać. Najważniejsze że nic z tego niespełnił, postępował wręcz odwrotnie. Miałam dość, odeszłam. Ale nie mogę zapomnieć, wciąż mam nadzieję. To chyba wszsytko, co mi zostało. On już pewnie o mnie zapomniał, co go obchodziło moje zdanie, moja osoba? Teraz pewnie biega po klubach, co chwilę z inną dziewczyną do towarzystwa. Żyje pełnią życia. Ja jestem dla niego przeszłością, ja i on. My jesteśmy przeszłością. Liczy się tylko on.
 
___________________________________________________________________________________
Oto prolog. Jeśli się podoba, komentujcie. Zależy mi na waszej opinii. Chcecie rozdział?