niedziela, 30 grudnia 2012

Décimo

***
-Nie wierzę, że myśleliście, że to moje dziecko.
-Po prostu jest do ciebie podobna.
-Dobra, dobra... Gdzie chcecie iść? - pewnie myśleli że to dziecko moje i Harry'ego.
-Najlepsze miejsce, jakie znasz.
Dobrze wiem, że dla nich to całkiem co innego oznacza, więc zabrałam ich do jednej z najbardziej ekskluzywnych miejsc. Nie znoszę się tam pokazywać, traktują mnie jak slumsy. Ale czego nie robi się dlcia przyjaciół. Może nikt mnie nie zauważy. Odzywałam się tylko,  gdy mnie o coś pytali.
-Sunny, a co ty taka cicha?
-Powiedzmy, że nie czuję się za dobrze. Poza tym muszę lecieć do pracy.
-Idź. Damy sobie radę.
Zniknęłam jak szybko potrafiłam. Ich obecność przypominała mi o nim. Jak to zmienić?
***
-To niemożliwe. Nie mogłem tego zrobić. Nie jestem taki. Co ci odpierdala, Styles? To tylko przyjaciel, nikt więcej. Skoro tak, to czemu się z nim pieprzyłem?!
Stałem pod prysznicem i gadałem do siebie niemal bezgłośnie, żeby Nick nie słyszał. Nie mogłem w to uwierzyć. Może to był tylko mocno pojebany sen? Chciałem się obudzić. Biłem się, szczypałem, nawet lodowaty prysznic nie pomógł. Czyli jednak to nie sen, kurwa! Nadal się łudzę, że to wszystko to jeden wielki sen i zaraz się obudzę, a obok mnie będzie leżała uśmiechnięta Marisa... Kurwa, Styles, ogarnij się! Jej już nie ma! Odeszła! Minęło tyle czasu, a ja nadal mam nadzieję. No cóż, nadzieja matką głupich, a ja jestem kompletnym debilem, więc wszystko się zgadza, co nie?
Wróćmy do teraźniejszości.. Co z Nickiem? Przecież nie powiem mu 'Sory, ale nie jestem pedałem. Zapomnij, ok?' Sam się w to wpakowałem, ale jak wyjść?
Ledwo wyszedłem, a on już się do mnie dobrał. On, ale w końcu to ja penetrowałem jego usta, każdy milimetr. Miałem go nie ranić, ale coś mnie ciągnęło. Bynajmniej powstrzymałem się przed czymś więcej, jak na razie. Gdyby któryś z nas był Zaynem to już by się darł, że fryzura zniszczona. Jezu, jaki jestem popierdolony, skoro o tym myślę akurat teraz.
-Nie mówmy nikomu na razie, ok? - wyszeptałem pomiędzy pocałunkami
-Zrobimy to, gdy będziesz gotowy, kochanie.
Uderzenie w brzuch. KOCHANIE?! Czy ja już głuchnę?! Nie wiem, ale stałem jak kamień.
***
-Co?! - momentalnie chciałam zwymiotować
-No proszę. Potrzebuję wsparcia, wszyscy potrzebujemy. - namawiał mnie Zayn - Poza tym zawsze marzyłaś o czerwonym dywanie. W Los Angeles. I potem after party... - mógł tak wymieniać w nieskończoność
-Ale nie mam odpowiedniego stroju.
-Masz. Sama wybierałaś.
-Czyli wszystko ustalone...
Ci zaczęli się cieszyć jak głupi i rzucać mnie z rąk to rąk. Aż w końcu wszyscy wylądowali na podłodze. Norma. Jak kiedyś.....

___________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak rzadko piszę, ale urwanie głowy. Nawet w święta. Na przeprosiny mam w planach coś ekstra..... :)

3 komentarze:

  1. wow! <3 jak zawsze super ;p czytam z małym opóźnieniem, ale zawsze! już nie mogę doczekać się kiedy dodasz następny ?!?! hmm


    ZAPRASZAM DO SIEBIE http://youbringmejoyxoo.blogspot.com/ PRZEPRASZAM ZA SPAM!

    OdpowiedzUsuń

Liczę się z waszą opinią i dzięki za każdy komentarz;*