Szybko się zaklimatyzowałam tutaj. Spokojnie mogłam nazwać to miejsce domem. Panowała tutaj wzajemna akceptacja i wsparcie. Na początku byłam traktowana jak małe dziecko. Nie znałam obowiązujących tu zasad. Z czasem robiło się łatwiej. Podniosłam się i żyłam jak dawniej. Pracowałam w najlepszym hotelu w Rio. Byłam barmanką, kelnerką, a czasami zastępowałam dziewczyny w pracy. Dostawałam duże napiwki, ze względu na wygląd i zachowanie. Co jak co, ale zgrabna sylwetka, piękna twarz i uśmiech wiele dawały. Czasu wolnego dużo nie było, a jak był, to spędzaliśmy go na plaży, w klubie. Przy tej drugiej opcji wolałam zostać w domu, albo dodatkowe godziny w pracy, gdzie Mark, ochroniarz, pozwalał mi skorzystać z internetu. To były te chwile, gdzie mogłam porozmawiać z przyjaciółmi. Krótko, ale zawsze. Tęskniłam za nimi, ale dawałam sobie radę. Ostatnio powiedzieli mi, że mam się bawić. Tak zrobiłam. Poszliśmy na imprezę na plaży. Dla moich znajomych oznaczało to zarobek. Nie podobał mi się pomysł sprzedawania dragów, choć chcieli mnie w to wkręcić. Nie uznawałam tego, a pieniędzy się brzydziłam. Oni to zrozumieli po jakimś czasie.
Siedziałam z Veronicą przy barze, piłyśmy drinki, robione tylko dla nas. Gdy byłyśmy zajęte rozmową z barmanem(a raczej flirtem), zmieniono piosenkę. Jej rytm spowodował, że myślałyśmy o jednym.
-Pokażmy im, jak to się robi.
Veronica zeskoczyła ze stołka i pociągnęła mnie na środek. Ludzie rozeszli się na boki przy pomocy tutejszych. Taniec mieliśmy we krwi, ludzie patrzyli na to z zachwytem. Zainteresowanie nami szybko minęło, bo inni na plaży zaczęli się bawić ogniem. Dla nas to było normalne, ale tylko dla nas. Reszta patrzyła na to, jakby to byli kosmici. Korzystając z okazji zniknęłam gdzieś w głębi plaży, w mojej jaskini. Przychodziłam tam, gdy miałam taką ochotę. Ognisko było już uszykowane, wystarczyło je podpalić. Jak na złość moja zapalniczka nie działała. Pozostało albo do nich wrócić, albo siedzieć w ciemnościach. Znacie odpowiedź. Wsunęłam stopy w nadal gorący piasek. Lubiłam to uczucie. Wpatrywałam się w piasek, po którym rysowałam jakieś wzorki, Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Niewiele myśląc, wyłączyłam się. Dosłownie zagłuszyłam myśli. Z tego stanu otępienia wyrwał mnie widok płomieni. Przede mną kucał Jason i bawił się ogniem na dłoni. Zawsze tak robił, bo to lubiłam. Przyprawiało mnie to o uśmiech. Za chwilę ogień znalazł się w ognisku.
-Sunshine, czemu uciekłaś?- tutaj też mnie tak nazywali. To chyba zostanie do końca.
-Nie uciekłam. Gdyby tak było, nie znalazłbyś mnie.
-Więc po co tu przyszłaś?
-Bez powodu.
-Zmieniłaś się. Na początku byłaś taka płochliwa, a teraz jesteś prawdziwą brazylijką, za którą ogląda się każdy. Ale nadal masz w sobie coś z dziecka... Nasza młoda nadal się boi!
Jason zaczął mnie przedrzeźniać. Chciałam, żeby się zamknął, więc lekko go uderzyłam. Udał złego, złapał mnie w pasie i zaczęliśmy się turlać i dotarliśmy do wody. Fale zaczęły mnie dosięgać, gdy się zatrzymaliśmy, Znajdowałam się pod nim. Średnio mi to pasowało, bo nic do niego nie czułam, ale raz się żyje. Trzeba dać każdemu szansę. Na szczęście przerwali nam.
-Czy my o czymś nie wiemy?
-Jason, wiemy że jesteś chętny, ale nie tutaj. Biedna Sunny.
-Daj spokój. Tobie się wszystko kojarzy.
Wstaliśmy i przez resztę wieczoru opróżnialiśmy kolejne butelki alkoholu, wygłupiając się na plaży.
niedziela, 28 października 2012
niedziela, 14 października 2012
Sexto
Następny dzień. Ostatnio byłem mało chętny do życia, bo zostałem sam jak palec. Budziłem się sam, wracałem do pustego mieszkania. Kompletny bezsens - tak nazywałem to, co się działo.
Dotarłem do studia, gdzie czekał tłum wrzeszczących fanek. Kto by się spodziewał? Klasycznie podjechałem od tyłu i dostałem się do środka, gdzie czekali już na mnie wszyscy. Jak zwykle byłem spóźniony, a beze mnie nie mogą o niczym decydować. Co jak co, ale kontrakt znam. Zaczęliśmy pracować nad materiałem na płytę i ustalaliśmy szczegóły trasy po Ameryce. W większości tylko słuchałem, bo stało się to dla mnie obojętne.
Zainteresowałem się otoczeniem, gdy zadzwonił telefon Zayn'a. Wszyscy na siebie spojrzeli, a ten wyszedł na zewnątrz, żeby 'zapalić'. Ja udałem się w przeciwną stronę, pod pretekstem łazienki. Tak naprawdę poszedłem podsłuchać jego rozmowę. Obstawiałem, że będzie rozmawiać z Marisą. Głupie zachowanie z mojej strony, ale byłem w pełni świadomy i miałem powód. Ze mną nie rozmawiała, ale całej reszcie to mogła się wyżalić ze wszystkiego.
Dotarłem do miejsca, gdzie znajdował się Malik. Widziałem jak wyciąga fajki i byłem zawiedziony. Chciałem już wracać, gdy usłyszałem telefon. Dzwoniła ona, tylko do niej miał taką piosenkę. Zostałem i żałowałem, że słyszę tylko pół rozmowy.
-Sunny, jesteś już na miejscu? - często ją tak nazywał, nadal nie wiem dlaczego.
-Tylko na siebie uważaj... On nic nie wie, zapomnij o nim... Dasz sobie radę. W końcu to twoja rodzina... Odwiedzimy cię niedługo... Będzie okazja i nikt się nie domyśli, a Perrie cały czas o tym gada... Ja ciebie też...
Już dawno straciłem do z zasięgu wzroku, ale obchodziła mnie tylko ta rozmowa. Wywnioskowałem, że jest w Brazylii. Z tym, że Brazylia jest cholernie wielka... Nie ma to jak nie wiedzieć, skąd pochodzi własna dziewczyna. Nawet była.
-Ładnie tak podsłuchiwać? - tego się nie spodziewałem
-Inaczej nic bym nie wiedział.
-A co cię to obchodzi?! Traktowałeś tą jak dziwkę, więc odeszła! Nie masz się z kim pieprzyć, to tęsknisz za nią?! - Zayn był wściekły, jak nigdy - Jesteś kompletnym dupkiem! A nie zabiłem cię tylko dlatego, że ona by mi tego nie wybaczyła i mnie powstrzymuje!
Nie odezwałem się. Za to jego krzyki ściągnęły cały zespół. Widząc tą sytuację, Paul musiał go ode mnie odciągnąć. Wszyscy patrzyli na mnie jak on. Stałem się dla nich kompletnie nikim.
Dotarłem do studia, gdzie czekał tłum wrzeszczących fanek. Kto by się spodziewał? Klasycznie podjechałem od tyłu i dostałem się do środka, gdzie czekali już na mnie wszyscy. Jak zwykle byłem spóźniony, a beze mnie nie mogą o niczym decydować. Co jak co, ale kontrakt znam. Zaczęliśmy pracować nad materiałem na płytę i ustalaliśmy szczegóły trasy po Ameryce. W większości tylko słuchałem, bo stało się to dla mnie obojętne.
Zainteresowałem się otoczeniem, gdy zadzwonił telefon Zayn'a. Wszyscy na siebie spojrzeli, a ten wyszedł na zewnątrz, żeby 'zapalić'. Ja udałem się w przeciwną stronę, pod pretekstem łazienki. Tak naprawdę poszedłem podsłuchać jego rozmowę. Obstawiałem, że będzie rozmawiać z Marisą. Głupie zachowanie z mojej strony, ale byłem w pełni świadomy i miałem powód. Ze mną nie rozmawiała, ale całej reszcie to mogła się wyżalić ze wszystkiego.
Dotarłem do miejsca, gdzie znajdował się Malik. Widziałem jak wyciąga fajki i byłem zawiedziony. Chciałem już wracać, gdy usłyszałem telefon. Dzwoniła ona, tylko do niej miał taką piosenkę. Zostałem i żałowałem, że słyszę tylko pół rozmowy.
-Sunny, jesteś już na miejscu? - często ją tak nazywał, nadal nie wiem dlaczego.
-Tylko na siebie uważaj... On nic nie wie, zapomnij o nim... Dasz sobie radę. W końcu to twoja rodzina... Odwiedzimy cię niedługo... Będzie okazja i nikt się nie domyśli, a Perrie cały czas o tym gada... Ja ciebie też...
Już dawno straciłem do z zasięgu wzroku, ale obchodziła mnie tylko ta rozmowa. Wywnioskowałem, że jest w Brazylii. Z tym, że Brazylia jest cholernie wielka... Nie ma to jak nie wiedzieć, skąd pochodzi własna dziewczyna. Nawet była.
-Ładnie tak podsłuchiwać? - tego się nie spodziewałem
-Inaczej nic bym nie wiedział.
-A co cię to obchodzi?! Traktowałeś tą jak dziwkę, więc odeszła! Nie masz się z kim pieprzyć, to tęsknisz za nią?! - Zayn był wściekły, jak nigdy - Jesteś kompletnym dupkiem! A nie zabiłem cię tylko dlatego, że ona by mi tego nie wybaczyła i mnie powstrzymuje!
Nie odezwałem się. Za to jego krzyki ściągnęły cały zespół. Widząc tą sytuację, Paul musiał go ode mnie odciągnąć. Wszyscy patrzyli na mnie jak on. Stałem się dla nich kompletnie nikim.
***
Rozmowa z Zayn'em podniosła mnie na duchu. Wcześniej rozmawiałam jeszcze z Perrie, a teraz szłam do domu mojej rodziny. Każdy dziwnie na mnie patrzył. Wydawało mi się, że podejrzliwie, jak na ducha kogoś, kogo śmierć widzieli albo są pewni, że już go nie ma. Chciałam wrócić, tzn. rozum mi tak podpowiadał, ale ja zawsze słuchałam serca, no prawie zawsze. Tak, czy inaczej, szłam dalej. Daleko nie zaszłam, bo ktoś mnie zatrzymał przed zrobieniem kolejnego kroku.
-Czego tu szukasz? To nie miejsce dla ciebie.
-Tutaj jest moja rodzina, więc to jest jak najbardziej miejsce dla mnie.
Gdy to mówiłam, byłam pewna swego, jak kiedyś, przed Harry'm. Nie mogli mi nic to zrobić, bo miałam tu swoje korzenie, a swoich trzeba bronić. Chłopak zniknął na chwilę, a jak wrócił, to z kimś jeszcze. Ten drugi wydawał się surowszy, ale nie patrzył na mnie podejrzliwie. Właściwie jego minę można było uznać za szczęśliwą.
-Chodź. To musiała być długa podróż.
_______________________________________________________________________________
Jest szósty rozdział. Częściej raczej nie będe dodawać, bo mam wiele zajęć. Mam nadzieję, że was nie zawiodłam.
poniedziałek, 8 października 2012
Quinto
***
Przez kolejne starałam się odzyskać równowagę, powrócić do dawnego, normalnego trybu życia. Było już lepiej, ale nadal czekało mnie wiele zmian. Nie miałam żadnego kontaktu z Harry'm, choć podobno czasem bywał w tej okolicy. Wszyscy już wiedzieli o tym, co zaszło. Wszyscy znaczyło dla mnie One Direction, Little Mix, Eleanor i Danielle. Każdy chciał mi pomóc, a ja tej pomocy niezbyt chciałam. Jedynie byłam w stanie posłuchać Perrie i Zayn'a. W szczególności Pezz. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i tak było ze mną. Ta jedna osoba spowodowała, że zostałam z niczym, sama, skazana na niego. Byłam zmuszona żyć z nim, aż Perrie się mną przejęła. Spytała, co się stało, a ja wyżaliłam się jej. Stała mi się bardzo bliska. I to ona pomogła mi się podnieść po tym upadku na samo dno.
-Jesteś brazylijką.
-Spostrzegawczość, kochana.-zażartowałam
-Chodzi mi o to, że musisz mieć jakąś rodzine.
-Wiem, o co ci chodzi.....
-Tylko jeszcze adres i możesz lecieć.
-Nie. Teraz wystarczy się tylko spakować.-wtrącił się Zayn. Nie wiem, skąd się wziął.
Rzucił na stolik plik kartek. Niepewnie po nie sięgnęłam, a Edwards zerkała mi przez ramię. Na wierzchu była kartoteka mojej rodziny. Dość 'bogata', ale nie przeraziło mnie to. Za to ją jak najbardziej.
-Sunny, może zrezygnujesz z tego pomysłu. To niezbyt bezpieczne, według mnie.
-Nie zgadzam się z tobą. Zayn?
-Średnio, ale tot twoja rodzina. I musisz pójść na przód.
Tydzień później żegnałam się z nimi na lotnisku. Nie obyło się bez łez. Nie chcieli mnie wypuścić. Twierdzili, że nie dam sobie rady. Jak to powiedział Liam:'Jakby wypuścić anioła, czystego jak śnieg, do piekła. Kompletnie za nic.' Może i to prawda, ale to moja rodzina, bez względu na wszystko.
Każdy coś mówił. Odzywali się jeden przez drugiego, a ja nawet nie byłam pewna do kogo należą poszczególne słowa.
-Ale wrócisz?
-Nie zapomnij o nas.
-Możemy cię odwiedzać?
-Tylko nie wpakuj się w żaden syf.
-Znajdź kogoś dla nas....
-I dla siebie też.
I tak było do czasu, gdy wsiadłam do samolotu. Wtedy już nie było odwrotu i miałam pewność, że dobrze postąpiłam. Nadal jestem przekonana, że to najlepsza rzecz, jaką zrobiłam w życiu.
***
Dziękowałem Bogu, że nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Ostatnią rzeczą, jakiej wtedy pragnąłem, to rozpoznania przez kogoś. Moim priorytetem było patrzenie na moich dawnych przyjaciół, którzy żegnali się z moją byłą dziewczyną. Tak, wiem - skoro ona ode mnie odeszłą, bo miałem ją w dupie, to powinienem się rozglądać za nową. Ale nie, bo coś mnie ciągnęło do tej osoby. Mój osobisty magnes. Nie umiem tego wytłumaczyć.
_________________________________________________________________________________
Proszę was, komentujcie, jeśli czytacie. Chcę wiedzieć co zmienić, albo jak sobie wyobrażacie dalszą część. Sprawi mi to wielką radość - parę słów od was.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)