sobota, 29 września 2012

Quarto

Drzwi się otworzyły, a ja z płaczem rzuciłam się do środka, wpadając w ramiona Zayn'a. On bez słowa przygarnął mnie do siebie i zaprowadził w głąb mieszkania. Nie pytał, co się stało, czekał aż sama zacznę.
-Zayn, co się...?-Perrie dołączyła do nas-Słonko?! Chodź do mnie.
Usiadła obok mnie i przytuliła, delikatnie kołysząc. Ona jako jedyna znała całą prawdę, bo tylko tej dwójce byłam w stanie powierzyć całe życie. Właśnie dlatego przyszłam na drugi koniec Londynu. Tylko oni mi zostali z najbliższych. Reszta odwróciła się ode mnie, za sprawą Harry'ego. W nich znalazłam wsparcie w najgorszych chwilach, jak ta.
-Ja już nie wytrzymuję.-wychlipiałam-To mnie przerasta, a jedyne co czuję, do strach i obrzydzenie do jego osoby.
-Nie musisz tam wracać. Pamiętaj. Coś wymyślimy.
Otrząsnęłam się trochę i ruszyłam do kuchni. Jak zawsze, w szafce czekały na mnie tabletki na uspokojenie i na sen. Bez nich miałam koszmary, jeśli wogóle zasnęłam i bałam się. Po nich wszystko robiło się przyjazne i nie odczuwałam tego bólu, na ciele i umyśle.
Po chwili leżałam na łóżku, otulona kołdrą, w pokoju, w którym spędzałam większość nocy. Żeby nie płakać, zamknęłam oczy i zaczęłam się wsłuchiwać w rozmowę moich przyjaciół.
-Tak nie może być.-rozpoznałam głos zatroskanej Pez
-Wiem, ale Harry'emu nie przemówisz do rozsądku. Za długo to trwa. Zrobimy tak - pojedziecie jutro po rzeczy i Marisa zostanie u nas na jakiś czas. Za twoją zgodą.
-Nie zostawimy jej. Zrobimy jak mówisz. Spójrz na nią. Od miesiąca przychodzi do nas praktycznie co noc, bo się go obawia. To już nie ta sama osoba, żadne z nich.
I wtedy odpłynęłam. Miałam przyjemny sen. Nie pamiętam go, ale musiał być piękny, bo nie był koszmarem.
***
Obudziłem się 'rano' o trzynastej. Była to wczesna pora, biorąc pod uwagę, o której wróciłem i ile alkoholu w siebie wlałem. Poszedłem do kuchni w poszukiwaniu aspiryny. Połknąłem tabletkę i poczułem się lepiej. Dobra, tak samo, ale trzeba mieć podejście. Usłyszałem jakiś ruch na górze. Tam przeżyłem lekkiego szoka. W garderobie stały popakowane kartony, a Marisa i Perrie pakowały kolejne.
-Co ty robisz, do cholery?!
-Pakuję się.-wypowiedziała te słowa ze spokojem. Ogólnie byłam spokojna.
-A powód?
Kiwnęła na Pez, a ta wyszła, mierząc mnie wzrokiem. Nie przepadałam za moją osobą, z wzajemnością. Szczególnie, gdy zabierała moją dziewczynę. Zniknęła, a ona znowu zaczęła mówić. Tym samym tonem, spokojnym i cichym. Opanowanym. To doprowadzało mnie do szału.
-Ty, Harry. Powodem jesteś ty i mam dość. Dlatego to robię.
Schyliła się po pudło, a ja wykorzystałem ten moment. Pod wpływem impulsu, chwyciłem ją za ramiona i przygwoździłem do ściany. W jej oczach malował się ból, strach i rozpacz. Starała się być silna, ale z jej oczu popłynęły pojedyncze łzy.
-Nigdzie nie idziesz! Rozumiesz?! Zostaniesz ze mną!
Uświadomiłem sobie, co robię, więc poluźniłem uścisk, ale jej nie puściłem. Ona wtedy spojrzała mi w oczy, gdzie gościł teraz u niej spokój.
-Wolę zgnić, niż zostać tu z tobą nawet minutę.-nie żartowałam, to było to, co leżało jej na sercu
Czułem się jakby ktoś mi splunął na twarz. Nie mogłem na to pozwolić, byłem zbyt dumny na coś takiego. Przycisnąłem jej drobne ciało do ściany. Marisa spięła się, dobrze wiedziała, co chcę z nią zrobić.
-Ty dziwko! Wyciągnąłem cię z gówna, w które wpakował cię twój brat! Powinnaś być wdzięczna!
Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, za to poczułem uderzenie. Oberwałem w twarz, brzuch, a następnie wylądowałem na podłodze. Poczułem krew, która spływała mi z nosa wprost do ust, pozostawiając metaliczny posmak. Sprawcą tego był Zayn. Nawet on był przeciw mnie. Chciałem się odezwać, ale wyprzedziła mnie Marisa.
-Może i wyciągnąłeś mnie z tamtego gówna, ale stałeś się dupkiem i wciągnąłeś w jeszcze gorsze. Nie chcę cię znać.
Zniknęli z domu, razem z jej rzeczami. Usłyszałem ryk samochodu, który szybko ucichnął. Zrozumiałem, że ona nie wróci, ale wtedy się z tym nie liczyłem.


środa, 19 września 2012

Terceiro

***
Gdy teraz oglądam nasz wspólne zdjęcia, filmiki i moje wpisy na twitterze, mogę stwierdzić że nasz związek był jak z bajki. Idealny, każdy nam zazdrościł tego zżycia. Zapewne zanudzam już, gadając to samo, ale tak mam. Zniszczyłem wszystko i w każdej wolnej chwili użalam się nad sobą, choć publicznie zakładam maskę szczęścia. Dalej mógłbym codziennie widzieć tą piękną, uśmiechniętą twarz, a ten uśmiech dla mnie, ale nie, bo wielki Harry Styles miał swoje zachcianki. Chciałbym pamiętać tylko tą część, gdzie byliśmy cholernie zakochani, ale nieważne, jak bardzo tego pragnę, to zawsze, gdy oderwę się od rzeczywistości, dręczą mnie koszmary. Szczególnie ten jeden dzień nie daje mi spokoju. Gdy zobaczyłem to w śnie, z boku, zrozumiałem że tak rozpocząłem lawinę nieszczęść.

Wracaliśmy z planu 'Gotta Be You'. Liam i Louis wracali do swoich dziewczyn, które już na nich czekały. Zayn lekko zdenerwowany swoją randką z Perrie. Tak, już wtedy się spotykali, ale wiedzieli o tym nieliczni. Niall, jak to Niall, zapewne myślał o Nando's. A ja? Zachowywałem się jak zawsze. No prawie. Robiłęm to co zawsze, jakieś głupoty, ale ani razu nie pomyślałem o Marisie. Nie rozmawialiśmy od mojego wyjazdu. Nigdy tak nie było. Zawsze to my najdłużej wisieliśmy na telefonie, gadając o wszystkim i o niczym. Byleby usłyszeć nawzajem swoje głosy.
W domu powitała mnie cisza. Nic więcej tam na mnie nie czekało, więc skierowałem się do studia tanecznego. W tym miejscu Marisa spędzała najwięcej czasu. I tym razem się nie pomyliłem. Już w wejściu słyszałem jedną z jej ulubionych piosenek, która dochodziła z czwartego studia. Wchodząc tam, poczułęm coś, czego jeszcze nigdy nie czułem. Zazdrość. To zazdrość kuła mnie w sercu. Ale kto by się tak nie poczuł, widząc swoją drugą połówkę z kimś innym? W objęciach kogoś, kto nie był tobą? Wiedziałem, że to jej pasja, ale widok tego tańca mnie zaniepokoił. W tangu ważna była namiętność, a tej dwójce jej nie brakowało. Moja ukochana obróciła się i mnie zauważyła. Szczęśliwa podbiegła do mnie i skoczyła. Była leciutka, więc czułem tylko ciepło bijące od jej drobnego ciała i przyspieszony oddech na mojej szyi. Złapałem ją za pośladki i podciągnąłem wyżej i bliżej do siebie. 'Niech każdy wie, że jesteś moja', pomyślałem. Postawiłem ją na ziemi.
-Zbieraj się. Później idziemy do klubu.
***
Posłusznie ruszyłam po torbę i pożegnałem się z Joshuą całusem w policzek. Harry był tego dnia jakiś inny, nigdy się nie zachowywał w miejscach publicznych. Wróciliśmy do domu, uszykowaliśmy się w szybkim tempie i poszliśmy do klubu całą paczką. Było mi trochę szkoda Niall'a, bo jako jedyny nie miał dziewczyny i szedł sam. Starałam się spędzać dużo czasu zarówno z nim, jak z loczkiem, ale ten drugi mi na to nie pozwalał. Hazza cały czas mnie do siebie przyciągał, całował i ocierał się o mnie, a jego dłonie wędrowały tam, gdzie nie powinny. Szczególnie, że nie jesteśmy tylko we dwójkę. Nie czułam się z tym zbyt komfortowo, ale mu na to pozwoliłam. W końcu to facet, czasami potrzebuje czegoś takiego. Wróciliśmy do domu, gdy Harry miał na to ochotę.  A raczej ochotę na seks. Nie obchodziło go moje zdanie na ten temat, po prostu zrobił to, na co miał ochotę.

_________________________________________________________________________________
Jest i trzeci rozdział. Chcę wiedzieć, czy mam to dalej ciągnąć, czy ktoś to będzie czytał....

sobota, 8 września 2012

Segundo

***
I teraz zaczyna się ta część - słodka, idealna... Jak z filmu. Zamieszkałam z nim. Bardzo się zżyliśmy, aż czasami rozumieliśmy się bez słów. Każdy kto nas nie znał, myślał że jesteśmy razem, bo tak się zachowywaliśmy. Brakowało nam tylko tej intymnej strefy związku, a właściwie tylko jej części. Parą zosatliśmy tylko dzięki chłopakom z zespołu. Pewnie gdyby nie oni, żadne z nas nie odważyłoby się zrobić kolejnego kroku i trwalibyśmy w tej idealnej przyjaźni. Trwałaby idealna harmonia. Mieszkałabym z nim. Ale tak naprawdę nie mam pewności, najwyraźniej to było nam pisane. Przecież to nie jest kolejna komedia romantyczna zakończoan happy endem. Jestem wdzięczna, że Drake nie wychowywał mnie na bajkach, w których każda księżniczak trafiała na swojego księcia.
Dobra, ale wróćmy do tematu. Chłopcy późno wrócili późno z próby przed programem. Wstałam i poszłam do kuchni, wiedząc że niedługo w tym domu zapanuje kompletny chaos, szczególnie gdy będą głodni. Spokojnie smażyłam naleśniki, gdy usłyszałam kroki na schodach. Po chwili ta sama osoba przytulała się do moich pleców.
-Pięknie pachnie. Pokazać ci sztuczke?
-Dajesz, mistrzu kuchni.
Zrobiłam miejsce Zayn'owi, a ten zaczął podrzucać ciasto, które spowrotem lądowało na patelni. Ja w tym czasie uszykowałam całą resztę. Usiedliśmy po przeciwnych stronach stołu i jak na zawołanie, pojawiła się cała reszta zespołu. Od razu zaczęli swoje dyskusje, a ja się im przysłuchiwałam. W pewnym momencie Malik złapał mnie za ręce i pochylił się nad stołem.
-Zabiorę cię gdzieś jutro po X Factorze. Co ty na to?
-Pewnie.
Harry gwałtownie wstał, wywracając krzesło i zniknął na górze. Zapanowała cisza, a ja rzuciłam się za nim. Jeszcze nigdy się tak nie zachował. W pokoju chłopak siedział na parapecie i wyglądał przez okno. Zajęłam miejsce naprzeciwko niego, jak zawsze to robiliśmy, gdy chcieliśmy pobyć sami albo pomyśleć.
-Dlaczego tu przyszedłeś?
-Dlaczego się zgodziłaś?
-Lubię Zayn'a. Każdemu trzeba dać szansę. Mam do tego prawo.
-To daj ją mnie.-zbliżył się do mnie-Zależy mi na tobie i nie zniosę tego, że możesz być z kimś innym niż ja.
-Udowodnij.
Pocałował mnie. Delikatnie, jakbym była z porcelany, ale z uczuciem, jakby to był nasz ostatni pocałunek, choć był pierwszym.
 
Już wcześniej pisałam, że zawsze chciał to, czego nie miał, albo nie mógł mieć. Teraz się zastanawiam, czy ze mną też tak było. Że byłam tylko jedną z jego długiej listy. Musiał mnie mieć, jak dziecko, które chce jakąś zabawkę, bo jej nie ma. Chciał mnie, bo mogłam należeć do Zayn'a. Nie wiem i nie jestem pewna, czy chcę znać prawdę. Przecież prawda boli......
 
___________________________________________________________________________________
Jakiś krótki wyszedł, wydawało mi się że jest dłuższy. A wy, jak myślicie?
+Piszecie jakieś blogi? Jak tak, to podajcie linki i zajrzę, jak będe miała czas.